poniedziałek, 9 kwietnia 2012

piątek, 16 marca 2012

[*]

"Niestety nie znaleziono trójki zaginionych członków międzynarodowej zimowej wyprawy na Gasherbrum I, kierowanej przez Gerfrieda Göschla. Poszukiwania zakończono. Polscy wspinacze opuszczają bazę.


Fot.: Expeditionsnews.ch

Nie znaleziono żadnych śladów

- Dziś dwa pakistańskie helikoptery wykonały lot poszukiwawczy w rejonie Gasherbruma I. Przeszukano plateau na wysokości między 7000 m a 7400 m, gdzie wspinał się zespół Gerfrieda około 8 marca - przekazał Artur Hajzer.  - Helikoptery przeszukiwały także szlak na normalnej drodze, do wysokości około 6400 metrów, ale nie znalazły żadnych śladów - mówił Hajzer.
- Razem z Wolfgangiem, bratem Gerfrieda, podjęliśmy decyzję o zakończeniu poszukiwań. Po ceremonii upamiętniającej Gerfrieda Goeschla, Cedrica Hahlena i Nissara Hussaina zaczęliśmy - Artur Hajzer, Agnieszka Bielecka, Alex Txikon i Darek Załuski - przygotowania do opuszczenia bazy. Adam Bielecki, Janusz Gołąb i Tamara Styś już polecieli do Skardu - poinformował kierownik polskiej wyprawy.
- Jest niezwykle trudno pogodzić się ze stratą tak wspaniałych przyjaciół i himalaistów. Łączymy się w bólu z najbliższymi i przekazujemy wyrazy współczucia rodzinom - powiedział Artur Hajzer.

Zespół opuszcza bazę

Nasi zdobywcy Gasherbruma I, Adam Bielecki i Janusz Gołąb, w czwartek 15 marca opuścili bazę na lodowcu Abruzzi (5030m n.p.m.).  - 80 km lodowiec Baltoro pokonują helikopterem. W najbliższej większej miejscowości - Skardu, spędzą najprawdopodobniej parę dni. Artur Hajzer i Agnieszka Bielecka opuszczą bazę w ciągu najbliższych 2-3 dni. Mamy nadzieję wszyscy się spotkać na konferencji prasowej w Warszawie w końcu marca - przekazują wspinacze."

Źródło: http://off.sport.pl/off/1,115193,11350219,Nie_znaleziono_czlonkow_wyprawy_G%C3%B6schla__Powrot_z.html

czwartek, 15 marca 2012

Polacy na szczycie Gasherbrum I

Pierwsze zimowe wejście. 9 marca 2012 r. godz. 8.30 czasu miejscowego. Ważna data, ważne wydarzenie. Gratulacje dla całej ekipy.

Relacje z wyprawy są TUTAJ

Żeby jednak nie było zbyt pięknie, nasze media zamiast cieszyć się sukcesem Polaków, szukają sensacji zupełnie niepotrzebnie, a może nawet i nieetycznie, w tym, co w czasie wypraw wysokogórskich może się zdarzyć i często się zdarza - załamanie pogody, odmrożenia itd.

Wklejam tu całe oświadczenie ze strony Polskiego Himalaizmu Zimowego nt. materiału wyemitowanego w TVP1.




 Oświadczenie w sprawie kłamliwego materiału wyemitowanego przez TVP1 w głównym wydaniu Wiadomości 14.03.2012.

 
Materiał ten był nieprawdziwy, zmanipulował nasze materiały filmowe i nie służył niczemu jak tylko nakręcaniu sensacji.
Wykorzystano w nim nasze materiały filmowe sprzed miesiąca, dotyczące innej sytuacji i wyrwane z kontekstu.
Nieprawdą jest jakoby: himalaiści skrajnie wyczerpani ostatkiem sił dotarli po ataku szczytowym do bazy. Wszyscy  dotarli do bazy w dobrym stanie zarówno psychicznym jak i fizycznym.
Nieprawdą jest jakoby: w bazie kończyły się żywność i leki - i pozostawało już tylko moczenie odmrożeń w ciepłej wodzie. Wyprawa ma doskonałe zaplecze medyczne, świetnie i obficie zaopatrzoną aptekę, i wystarczające zasoby żywności.
Chcielibyśmy zaapelować do dziennikarzy, że nie jesteśmy materiałem tylko żywymi ludźmi, którzy mają rodziny i przyjaciół. Rozsiewanie tego typu sensacyjnych, nieprawdziwych informacji jest niezwykle szkodliwe, zwłaszcza w przypadku tego sportu, który sam w sobie niesie duże ryzyko, straszenie rodzin i opinii publicznej niczemu nie służy.
Jesteśmy oburzeni, naszym zdaniem sprawą powinna się zająć Komisja Etyki Mediów.

Członkowie Polskiej Zimowej Wyprawy na Gasherbrum I
Artur Hajzer, Janusz Gołąb, Adam Bielecki, Agnieszka Bielecka 

Dziewczyny górą :)

Super:) Hura, hura:) Paulina i Natalia Kozub otrzymały wyróżnienie w Memoriale Piotra Morawskiego. Znaczy to tyle, że pojadą na wymarzoną wyprawę:) Gratulacje.

A tu szczegóły całej imprezy:
Tegoroczni laureaci Memoriału

czwartek, 2 lutego 2012

MIEJ ODWAGĘ

Tegoroczny Memorial im. Piotra Morawskiego.
Moje typy: Paulina i Natalia Kozub. Matka i córka. Dwie mega-odważne dziewczyny.


Jak skończę roczek to pojadę pod Kazbek.

Z mamą.

UCZESTNICY: Natalia Kozub


"Mam na imię Natalia. Żyję tu na świecie już ósmy miesiąc. Kiedy byłam jeszcze pod sercem u mamy, weszłam na przełęcz pod najwyższym szczytem Europy. Mama mówi, że to ponad 5000 m.n.p.m., i że to całkiem wysoko. I że ona wtedy jeszcze nie wiedziała nic o moim istnieniu, ale dzielnie to zniosłam. I dlatego mama mówi, że góry to moje przeznaczenie. Mama mówi też, że wszystko, co dla niej w życiu najważniejsze - ma początek w górach, i że ja tez stamtąd jestem. Nie lubię jak mama zostawia mnie w domu, dlatego tworzymy razem zgrany team. Średnia wieku w naszym zespole to wprawdzie 10 lat, ale współpracuję nam się bardzo dobrze. Zdobywamy razem tatrzańskie szczyty, ale byłyśmy tez w Alpach i irlandzkich górach Wiclow. Naszym największym osiągnięciem jest wejście na Babią Górę w 1:15 h, gdzie normalny czas wynosi 2:30 h. Ale mama mówi, że wtedy miałam trzy miesiące, więc byłam bardzo mała. I teraz ona wymyśliła, że chce jechać z przyjaciółmi na Kazbek, i że ja tez muszę zobaczyć Gruzję, bo na pewno jest piękna. I że jak ona będzie zdobywać szczyt, to ja zostanę w bazie z ciocią Anią. Mama kazała mi założyć skarbonkę i zbierać kasę na wyjazd - dlatego zgłosiłam się do memoriału..."




Fot. ze zbiorów Pauliny.


Głosować można TUTAJ.



Więcej - wieczorem:)

wtorek, 24 stycznia 2012

Jak wyglądała wyprawa, trochę zdjęć...



I. Osada Zharkulak

Osada składa się z tego, co widać na zdjęciach. Nic więcej już tu nie ma.










II. Góry




































III. Baza na lodowcu Północny Inylczek.

Base Camp działa sezonowo, lipiec, sierpień, nie dłużej.





piątek, 30 grudnia 2011

idzie Nowe...

Nowy Rok. Każdy z nas robi w tym czasie jakieś podsumowania, statystyki, postanowienia. Mierzenie osiągnięć i sukcesów, przyznawanie się do porażek. Chłodnym okiem. Na zimno.

Nie będę więc się wyłamywać i też posumuję. Nadal odwiedzacie moją stronę, mimo zakończenia poszukiwań. Na stałe - 39 obserwujących. Około 40 000 wyświetleń. Kilkaset maili, nieco mniej telefonów, rozmowy i spotkania, których już nie liczę.

Sama z siebie nasuwa się refleksja, że w sprawie 'kazachstan' internet zdziałał wiele dobrego. Był dla mnie jedynym źródłem kontaktu z Kazachstanem. Nie wyobrażam sobie sytuacji takiej jak nasza, 20-30 lat temu. Bezpośrednia odległość pomiędzy Alma aty a Warszawą wynosi 4 192 km, różnica czasowa to ok. 5 godzin. Podróż samochodem, przy sprzyjającyh okolicznościach - dzisiaj - 2 dni 19 godzin. W latach 80. pozostałoby mi siedzenie przy telefonie i czekanie. Zresztą, nie wyobrażam sobie porozumiewania się przez telefon z tamtą częścią świata. Ze względów technicznych, językowych, finansowych... same granice i przeszkody, włącznie z cenzurą. A dziś wystarczyło klik. Efekt? Cóż. Niewspółmierny do włożonego wysiłku. Chociaż nie... źle to ujęłam... po prostu - efekt nie jest taki jak chcielibyśmy. Bo wyjaśnić wszystko od A do Z byłoby najlepiej, ale tego nie uda się zrobić. Dlatego pocieszam się tą zdobyczą techniki jaką jest interenet - dzięki niej można było zrobić choć tyle.

Za najważniejszą w informacji zdobytych w tym roku uważam tę o załamaniu pogody w sierpniu 2010. No tak- powie ktoś - i tylko tyle? przecież to tylko jeden mail i odpowiedź następnego dnia! Fakt, mail był jeden, ale przesyłany łańcuszkowo do kolejnych odbiorców. Trwa to, w zależności od zaangażowania i dobrej woli osób uczestniczących w takiej korespondencji, nawet 2-3 miesiące. I zwykle dostajesz odpowiedź w momencie, kiedy spisujesz wszystko na niepowodzenie.
A jeśli chodzi o pogodę... okazuje się, że to co znalazło się w raporcie z pierwszej wyprawy poszukiwawczej nie było prawdą. Według naszych ustaleń pogoda w początkach sierpnia załamała się. Zasada ograniczonego zaufania obowiązuje wobec wszystkich instytucji. Smutne, ale prawdziwe.

Takimi więc kroczkami rozwleczonymi do granic w czasie doszliśmy do końca roku. Czasem były to kroki kuternogi, czasem w parze z Kasią i Radkiem, czasem w jeszcze innym towarzystwie. Może w Nowym Roku będzie nieco lepiej? Zdarza się, że przyszość zależy wyłącznie od nas. Zdarza się jednak i tak, że przyszłość w ogóle od nas nie zależy. Fajny banał. A może prawda.

Od znajomych z WCCM dostałam życzenia noworoczne:

"(...) W tradycji chińskiej zaczął się właśnie Rok Smoka. (...) Życzymy zatem  smoczej siły, determinacji i odwagi." Sobie i Wam również tego życzę. I jeszcze nadziei, pogody ducha, wytrwałości w dążeniu do celu... resztę dopiszę, za rok. Co oznacza moją nieśmiałą nadzieję, że za rok nadal będziemy w kontakcie.